Trening na torze zazwyczaj wygląda w taki sposób, że uczestnicy podzieleni zostają na grupy według deklarowanego przez nich poziomu umiejętności. Oczywiście w trakcie zajęć jest to weryfikowane i jeśli ktoś zapisze się do grupy zaawansowanej, a będzie zbyt wolny lub będzie nieprawidłowo dobierać linię przejazdu stwarzając tym samym niebezpieczne sytuacje dla siebie i innych uczestników, zostanie przeniesiony do grupy bardziej dopasowanej do siebie.

Zajęcia trwają zazwyczaj w godzinach 8-16, choć to zależy od konkretnego organizatora i toru, co przekłada się na ok 7-9 sesji treningowych po 20 minut. Taka zabawa to koszt wpisowego na jedną osobę w przedziale ok. 400 do 700 zł za 1 dzień (w zależności od obiektu i organizatora). Czasem wliczony jest w tym posiłek lub drobny poczęstunek i napoje.
Zazwyczaj możecie także liczyć na instrukcje i wskazówki trenera, lub za dodatkową opłatą wykupienie indywidualnych lekcji z konkretnym instruktorem, który poprowadzi Wasz trening indywidualnie i będzie skupiał się wyłącznie na Waszych błędach i ich eliminacji, oraz możliwościach rozwoju. Jeśli o doskonaleniu techniki jazdy mowa, to tu polecam swoją skromną osobę 😉 Szczegóły znajdziecie w zakładce Oferta.

Bardzo ważną czynnością jest poranny stretching i rozgrzewka jak przed każdym wysiłkiem fizycznym. Sztywne stawy i napięte mięśnie mogą popsuć wam dzień wpędzając w niezłe tarapaty. Pół biedy, gdy obejdzie się tylko na stratach materialnych. Dlatego nie lekceważcie porannych rozgrzewek. Rano warto także zjeść dobre, kaloryczne śniadanie i mieć przygotowane przekąski oraz napoje na resztę dnia. Tor męczy i to bardzo, dlatego ważne jest uzupełnianie wartości odżywczych oraz płynów. Widziałem przypadek, gdy motocyklista po prostu zasłabł na motocyklu, bo był odwodniony. To więc to kolejne zagrożenie, którego nie możecie lekceważyć.

Pamiętajcie też, że poranne sesje zazwyczaj obarczone są lekką wilgocią na torze i opony nie kleją jeszcze tak dobrze. Lepiej poświęcić tą sesję na „rozjechanie” się, wczucie w motocykl i sam tor. Ja podczas pierwszych sesji treningowych, jeśli nie znam jeszcze toru skupiam się na pracy nad optymalną pozycją na motocyklu, znalezieniem swoich punktów referencyjnych na torze i doborze optymalnej linii przejazdu. Nie skupiam się na koledze przede mną, aby go za wszelką cenę łyknąć – to niestety częsty przypadek, zwłaszcza wśród początkujących motocyklistów chcących koniecznie udowodnić sobie i otoczeniu jacy są szybcy. Niestety niemal wszystkie takie przypadki liczą później straty w swoich namiotach. Kolejne sesje poświęcam na próbie coraz szybszego pokonywania kolejnych zakrętów lub sekcji toru. Tu pomagają laptimery z GPS (lub telemetria w motocyklu).

Taki przykład: ustawiacie sobie S1 na lapie np. na wejściu w „dużą patelnię” na Poznaniu i tą sekcję zamykacie na prostej przed „niepojętym”. Macie tu po drodze w sumie 3 zakręty z czego liczy się pierwszy – długi i szybki (duża patelnia) i wyjście z niego. Dwójka właściwie jest tylko delikatnym łukiem, więc tu nie ma za wiele nad czym filozofować będąc na naszym poziomie. Następnie jest dość mocne hamowanie do 3-ki czyli „sławiniaka” i także wyjście z niego. Skupiacie się tylko na tej sekcji i staracie się klepać tyle okrążeń ile się da utrzymując optymalną linię przejazdu, ale robić to coraz szybciej. resztę okrążenia też możecie jechać szybko i go ćwiczyć jednak chodzi o to, aby nie przytłaczać się zbyt dużą ilością informacji, a jedynie pracować na pewnym fragmentem toru. Dzięki takiemu systemowi pracy podzielicie sobie tor na fragmenty i będzie dużo łatwiej zapamiętać (lub przesunąć) Wasze punkty referencyjne, prawidłowo ustawić motocykl itp.

Pomiędzy sesjami treningowymi koniecznie zapewnijcie sobie odpoczynek w cieniu (tu przydają się rozkładane namioty-pawilony). Wentylator pomoże też nieco osuszyć zawilgocony kombinezon, buty i rękawice. Po raz kolejny przypominam w tym miejscu o nawadnianiu!

Kilka lat obserwacji pozwoliło mi wysnuć także pewne wnioski, że około 1/3 wypadków na torze zdarza się na ostatniej sesji treningowej. Nie ma w tym wszak nic niezwykłego. 7 czy 8 sesja treningowa to jest niemal 2,5 godziny samej jazdy! Jazdy często w dużym tempie, nierzadko w towarzystwie wysokiej temperatury. Oczywiście, ta jazda jest przerywana kilkudziesięcio minutowym odpoczynkiem, jednak nie dajcie się zwieść! Wasz organizm do godziny 14-15 dostał już niezłe lanie. Jeśli nie robicie tego regularnie, to ten wycisk jest podwójnym laniem. Możliwe, że czujecie się dobrze, czasy okrążeń poprawiacie z każdą sesją i… Albo odpuścicie i ostatnia sesja będzie dla roztrenowania, albo może się to skończyć dużo gorzej. Proponuję tą pierwszą opcję. Przecież i tak znacznie poprawiliście swój skill i czasy okrążeń w porównaniu do 1 czy 2 sesji prawda? Na kolejny postęp przyjdzie jeszcze czas na kolejnym Speed Day’u lub innym treningu. Bezpieczeństwo swoje i innych stawiajcie zawsze na pierwszym miejscu!

Po zakończonym dniu samodoskonalenia, jeśli zostajecie na kolejny dzień, warto jest zintegrować się ze środowiskiem. Byle nie za ostro i nie do rana! 😉

Enjoy! Byle z pokorą 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *