Ponieważ wielu z Was, motocyklistów pisze do mnie maile z pytaniem o możliwości wyskoczenia gdzieś na tor postanowiłem zająć się szerzej tym tematem. Rozwiązanie Waszych wątpliwości i pytań związanych z wyjazdami na tor i całą związaną z tym otoczką pierwotnie chciałem zmieścić w jednym wpisie, ale wyszło mi tyle materiału, że uznałem całość za zbyt rozległą i podzieliłem ją na cykl kilku wpisów w formie takich jak dziś mini poradników i nazwanych po prostu „Torowaniem”. Jest to zatem kontynuacja wątku jaki zapowiadałem wiosną ubiegłego roku na moim youtubowym kanale, który ze względu na brak czasu musiałem póki co odstawić na półkę i skupić się raczej na pisaniu bloga. Niestety nagrywanie materiału wideo i późniejsza jego obróbka pochłaniała mi więcej czasu niż przewidywałem, dlatego póki co w miarę możliwości staram się pisać i chciałbym wierzyć w to, że moje treści są dla Was pomocne.

Z dzisiejszego i kolejnych wpisów dowiecie się zatem jakie firmy i na jakich obiektach organizują treningi motocyklowe, a także ile to kosztuje i jak się do takiego wyjazdu przygotować. Poruszę także wątek o tym, jakie formalności będą na nas czekać przed wyjazdem i w dniu szkolenia. Postaram się skrócić swój prywatny bełkot do minimum, a skupić się na konkretach.

Motywacja do przygody z torem wyścigowym u każdego z nas może być inna. Jedni pojadą na taki trening z ciekawości, sprawdzić jak to jest wczuć się w rolę kierowcy wyścigowego i poczuć się niczym Marquez. Inni z kolei pojadą z nastawieniem na weryfikację swoich umiejętności, lub pokazać moto kumplowi mieszkającemu blok obok, jak powinno się zapierdzielać na motocyklu, albo pochwalić się koleżance, jak szlifujemy butem, kolanem, łokciem, barkiem ew. kaskiem po asfalcie, a są i tacy akrobaci którzy szlifują wszystkim na raz! Jeszcze ktoś inny z góry będzie nastawiony na sport i poprawę wyników, albo wytrenować swoje umiejętności celem bezpieczniejszego poruszania się na motocyklu na co dzień. Nieważne jaka motywacja skłoniła Cię do decyzji o tzw. „torowaniu”, musimy zapisać się na treningi. Nie możemy bowiem od tak z punktu przyjechać na tor, wbić się na nitkę i bez jakiegokolwiek nadzoru po nim napierdzielać. Była by to w końcu przyczyna totalnego chaosu , skrajnego niebezpieczeństwa i głupoty. Wyobraźcie sobie bowiem, gdyby przyjechało dwustu motocyklistów np. na „Stary Kisielin” i wszyscy jechali by jak im się podoba. Jedni w prawo, inni w przeciwną stronę, kolejni pili by Redbula na poboczu opiekając kiełbaski na grillu, a reszta spacerowała po nitce analizując linię przejazdu. Dramat… Dlatego tory wyścigowe wynajmowane są firmom prowadzącym takie treningi w sposób zorganizowany i uporządkowany. W skrócie temat wydaje się prosty do ogarnięcia. Wybieramy tor na który chcemy pojechać, sprawdzamy (najczęściej na stronie obiektu) jaka firma prowadzi tam zajęcia, następnie szukamy wolnego terminu i zapisujemy się na trening.

Tyle słowem wstępu do cyklu „Torowanie”. Kolejnym wpisem podzielę się z Wami konkretnymi danymi z torów wyścigowych w Polsce i bliskiej zagranicy, oraz podzielę się kontaktami do firm, które regularnie organizują treningi na wybranych obiektach.

Hej!
Kamel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *