Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, motocykl i na zewnątrz

Startuję w Wyścigowym Motocyklowym Pucharze Polski już od 3 sezonów, a tegoroczny będzie moim 4 sezonem. Obserwuję klasę „nowożytnych” małych pojemności (125 2T, 250 4T, 300 etc.) od samego początku ich pojawienia się na polskiej scenie wyścigowej. Rozwój zwłaszcza klas 250, a teraz 300 i 400 przez te 3 sezony jest potężny. Od kilku zawodników jeszcze 3 lata temu do kilkunastu w praktycznie każdej z klas dzisiaj, to wynik cieszący i dający powody do optymizmu.

Obraz może zawierać: 1 osoba, na zewnątrz

Niestety nie dotyczy to Pucharu Polski 125 2T, który de facto jest obecnie najtańszą opcją na ściganie! W klasie 125 Pucharu Polski jest tak mało zawodników (tj. 3,4,5, a czasem nawet 1(!) ), że trzeba rokrocznie podpinać ją do klasy 250 z silnikami czterosuwowymi. De facto osiągi obu konstrukcji są podobne, ale 2T to jednak motocykle o zupełnie innej charakterystyce. Nie jest bowiem tajemnicą, że motocykle dwusuwowe są znacznie trudniejsze w prowadzeniu od czterotaktów, a to choćby z faktu braku zjawiska hamowania silnikiem w dwupaku. Zatem gdy chcemy szybko zwolnić do zakrętu na takim dwusuwie 125, to jedynym wyjściem jest mocne heblowanie (w dodatku najczęściej jedną tarczą na przednim kole). Być może to odstrasza potencjalnych kandydatów do ścigania się w tej klasie? A może obawa o częste remonty silnika 2T? Moje trzyletnie doświadczenia z dwusuwami pokazują, że na dobrze dolanym silniku wszystkie 6 rund Pucharu Polski można spokojnie przejechać na jednym zestawie cylindra i tłoka. Często spotykane zatarcia wynikają bowiem z błędów w doborze podzespołów, błędów montażowych lub niewłaściwego strojenia gaźnika.

Obraz może zawierać: motocykl i na zewnątrz

Jak to zatem jest, że puchary amatorskie które pojawiły się ok dwóch lat temu mają zupełnie inną sytuację frekwencyjną 125-ek? W miniony weekend pojechałem na taki puchar amatorski organizowany na torze VallraV Race Center w Starym Kisielinie przez firmę motoskills.pl. Chciałem przekonać się, czym różni się ten puchar od tego organizowanego przez Polski Związek Motorowy. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że 125-ek w wyścigu startować będzie 18! To rzecz w Pucharze Polski niespotykana. Co ciekawe za naszymi obiema południowymi granicami tak duża frekwencja dwupaków to standard. Tak sobie pomyślałem, że może u nas w Polsce to obciach pociskać na bzyczącym dwusuwie i objeżdżać nim kozaków na litrach? Przecież Polak na coś mniejszego jak 600ccm nie wsiądzie. To i tak jakiś cud, że w Polsce przyjęły się 300-tki i 250-ki.

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Nie potrafiłem jednak zrozumieć, dlaczego puchary amatorskie mają tak piękną frekwencję cwajtaktów? Jeżeli osiągi, ani remonty nie są wystarczającym powodem rezygnacji uczestników Pucharu Polski z tej pojemności, to postanowiłem spojrzeć na temat przez pryzmat finansowy. Wszak 125-ki noszą miano niskobudżetowego ścigania i w miarę dostępnego dla szerokiej społeczności. Rozpisałem sobie zatem w Excelu koszty startu w Pucharze Polski i pucharze amatorskim. Tym sposobem spłodziłem taką oto tabelkę porównawczą na przykładzie pierwszej rundy sezonu obydwu pucharów:

Co wynika z tej tabelki?

Przede wszystkim na pierwszy plan wychodzą dwie kwestie stawiające PZM na straconej pozycji. Są to koszty i niepotrzebnie rozbudowana biurokracja. Owszem, to są zawody rangi krajowej, ale moim zdaniem klasa 125 ma służyć przede wszystkim zabawie, rozwoju umiejętności i w efekcie jako wstęp do przygody z wyścigami w wyższych klasach. Druga sprawa to budżet. Jeżeli maksymą klasy 125 jest jej względnie niski koszt startów, to nie może być on niemal trzykrotnie większy względem pucharu amatorskiego. Jeżeli komercyjna firma może taki puchar zorganizować za np. 350 zł i na tym zarabia, to dlaczego proponuje się start w Pucharze Polski za minimum 910 zł (pierwszy start, kolejne min. 250 zł)? No wiec zostaje nam kwestia formalności. I tu chyba jest jeden z większych problemów. Nawet mi, kilkuletniemu zawodnikowi uprzykrza życie temat formalności związanych z „byciem zawodnikiem PZM”. Trzeba wypełnić kilka wniosków, zdać egzaminy, zapisywać się do klubu, zapłacić składki, wpisowe, członkowskie itd. Później z tymi papierami trzeba lecieć na pocztę, wysyłać je do Zarządu Głównego i czekać na zwrot licencji… Choć napisałem to w dużym skrócie, to już mi słabo na samą myśl… i tak co roku. 😉

Obraz może zawierać: motocykl i na zewnątrz

Może jednak nie jest tak źle i trzeba zaglądnąć w szczegóły organizacyjne i te istotne z punktu widzenia nas – zawodników? Ok, faktem jest, że Puchar Polski ma więcej sędziów wirażowych, ale to max 2-3 osoby, zatem aż tak dużych kosztów te osoby nie generują. Karetki są w obu przypadkach z takim samym wyposażeniem. Może sanitariaty? To akurat kwestia zarządcy obiektu. To co? Może ilość sesji na torze? Tu także jest ogromna rozbieżność. Otóż 45 minut spędzonych na torze, to propozycja PZM-u. Puchary amatorskie to niemal trzykrotnie więcej jazdy, bo aż 8 sesji po 15 minut, co daje nam 120 minut spędzonych na torze. Na imprezie od motoskills.pl nie padniecie także z głodu, bowiem przez całą imprezę do dyspozycji i bez ograniczeń jest woda, herbata, kawa, owoce i ciastka. Poza tym o godzinie 13 każdy uczestnik otrzymuje ciepły obiad jednodaniowy! Co zatem generuje takie koszty dla PZM-u, że otrzymujemy tak niewiele za tak wiele? Podświadomie ciśnie mi się na klawiaturę powszechnie znane przysłowie, że jak nie wiadomo o co chodzi…

Obraz może zawierać: 16 osób, uśmiechnięci ludzie, ludzie stoją i tabela

Pozdrawiam Was i do zobaczenia na torze! Nieważne gdzie, byle rozwijać się wyścigowo w bezpiecznych warunkach torowych, a nie na drogach publicznych!

Hej!
Kamel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *