Maj bieżącego roku rozpoczął zmagania zawodników Wyścigowych Motocyklowych Mistrzostw Polski i Pucharu Polski. W weekend 18-19 maja na Torze Poznań o pierwsze punkty sezonu walczyli zawodnicy głównie pucharowi, gdyż na gridzie zabrakło czołowych zawodników Mistrzostw Polski klas Superbike i Superstock 1000.

Ta sytuacja bez precedensu jest pokłosiem braku działań ze strony Polskiego Związku Motorowego, który jak dotąd zdawał się nie słyszeć głosu i oczekiwań zawodników. Więcej o samym bojkocie przeczytacie choćby na profilu Pawła Szkopka – najbardziej utytułowanego zawodnika wyścigowego w Polsce. Nie zobaczyliśmy zatem wielu wspaniałych zawodników, jednak runda dla mniejszych klas odbyła się planowo i było co oglądać. Cieszy fakt, że aż 41 zawodników przystąpiło do walki, co jest sygnałem ciągłego rozwoju małych klas wyścigowych i rosnącej ich popularności. Swój debiut w miniony weekend miała klasa mistrzowska Supersport 300. Zdominował ją Krzysztof Borys, przy okazji wykręcając rekord toru „trzysetek” z wynikiem 1:48:591. Sporo działo się w moim wyścigu klas Sport250 i podpiętej do niej klasy SP125 (Sport Production 125). Łącznie w wyścigu sobotnim i niedzielnym na linii startu stawiło się odpowiednio 15 i 16 zawodników (12 w 250 i 3 w sobotę oraz 4 w niedzielę w SP125). Poznańską rundę do udanych na pewno nie zaliczy faworyt klasy 250 Łukasz Wieczorek, którego motocykl dwukrotnie uległ awarii i tym samym Łukaszowi odjechały punkty w klasyfikacji generalnej sezonu.

Foto: Michał Dudziak

Klasa 125 pomimo znacznie mniejszej frekwencji była wyjątkowo obfita w zupełnie nieprzewidziane zdarzenia. Rafał Świerc, który w miniony weekend zdawał się być faworytem do wygranej sobotni wyścig nie ukończył z powodu awarii motocykla, a Paweł Hanusek na skutek walki z Filipem Klembą i założonym blok passem na wyjściu ze „Sławiniaka” doprowadził do kontaktu na skutek którego obydwaj zawodnicy wywrócili się. Paweł zdołał się pozbierać i jechać dalej w wyścigu, jednak nie zauważył informacji przekazywanej mu na linii startowej o tym, że ma nałożoną karę falstartu. Przypomnę tylko, że w takiej sytuacji zawodnik ma 3 okrążenia na wykonanie kary, a jest nią przejazd przez aleję serwisową, na której obowiązuje prędkość przejazdu 60 km/h. Niestety Paweł nie wykonał nałożonej kary, a skutkiem tego była jego dyskwalifikacja z wyścigu. Takim własnie sposobem z trzeciego miejsca wskoczyłem na miejsce pierwsze. Pokazuje to, jak bardzo ten sport jest nieprzewidywalny. Wydarzyć może się dosłownie wszystko i czasem chęci, wola walki i dobry motocykl nie wystarczy, bo niekiedy potrzebujemy jeszcze trochę szczęścia i odrobinę pecha u konkurentów. Całość sobotniego wyścigu okraszona była awarią także mojego motocykla, polegającą na pęknięciu układu wydechowego i jego rozłamaniu się na dwie części w trakcie wyscigu, czego skutkiem był zupełny brak mocy. Motocykl wkręcał się ledwo do 8 tys. obrotów, a wyżej było wyłącznie zamulenie silnika. Do tego potworny hałas, który wydobywał się z motocykla sprawiał, że modliłem się jedynie o to, abym nie został zdjęty z toru za przekroczenie norm hałasu. Wobec tego z gazem obchodziłem się maksymalnie delikatnie, aby tylko dokulać się jakoś do mety po choćby kilka punktów do generalki. Nomen omen o mojej zwycięskiej pozycji dowiedziałem się dopiero w alei serwisowej, gdy sędziowie nakazali mi zjazd do parku zamkniętego. To był na prawdę dziwny wyścig, a wrażenia po nim jeszcze dziwniejsze.

Niedzielne zawody planowo wystartować miały o godzinie 11:15, począwszy od naszej klasy (Sport 250 / SP125). Poprzedzały je poranne warm-up’y wszystkich klas od 8:45. Jednakże zaraz po naszej rozgrzewce nad torem przeszła tak ogromna fala deszczu z gradem, że zawody wystartowały dopiero o godzinie 13! Start miałem dość przyzwoity, choć chwilowe „zduszenie” mojej Aprilii zaraz po starcie sprawiło, że zwycięzca wyścigu Łukasz Szynkowski zyskał cenne metry, które powiększał na kolejnych okrążeniach. Łukasz miał być może lepiej przygotowany motocykl, gdyż mój wyraźnie odstawał osiągami i pomimo kręcenia go na maksimum możliwości silnika nie byłem w stanie utrzymać jego tempa, a także pomimo opóźnionych hamowań i jazdy w zakrętach na totalnym limicie. Na starcie wyprzedził mnie także Paweł Hanusek, ale okrążenie później poradziłem sobie z jego wyprzedzeniem i pognałem za Łukaszem. Czułem, że motocykl nie jedzie jak trzeba na prostych, więc skupiłem się na zysku w zakrętach. Skutkiem takiej jazdy była by moja wysiadka na „małej patelni” gdzie w szczycie tego zakrętu złapałem uślizg obydwu kół jednocześnie. O dziwo przed upadkiem obroniłem się poprzez nieznacznie odjęcie gazu . Ponieważ było to przedostatnie okrążenie ze skróconego do 5 pętli wyścigu, a Łukasz nadal był poza moim zasięgiem postanowiłem odpuścić pogoń i skupić się na dojechaniu w całości do mety zwłaszcza, że zbudowałem dość bezpieczną przewagę nad trzecim Pawłem Hanuskiem. Rafał Świerc w trakcie wyścigu zatarł swoją Cagive Mito, więc odpadł z dalszej rywalizacji w tym wyścigu.

Foto: Michał Dudziak

Zawirowania i niespodziewane obroty sytuacji sprawiły, że do domu chyba wszyscy wracaliśmy zadowoleni z wielkimi bananami na ustach. Kolejna okazja do wspólnej zabawy na Torze Poznań będzie już w połowie czerwca. Serdecznie zapraszam na te zawody zarówno kibiców, jak i zawodników. Przyjedźcie, spróbujcie tego sportu – na prawdę warto!

Dziękuję za wsparcie moim partnerom:
Acticam Motocykle
Winkhaus Polska
Astol Fabryka Okien
Dremel Polska
Scigacz.pl

Szczególne podziękowania przesyłam dla Andrzeja „Muchy” Muszyńskiego z Superstock600 i jego fantastycznemu team’u za, jak zawsze nieocenioną pomoc i sportowe fairplay.

Hej!
Kamel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *