Połowę lipca 2018 zapamiętam na długo, a to dzięki temu co działo się podczas III rundy Wyścigowych Motocyklowych Mistrzostw Polski oraz II rundy Wyścigowego Motocyklowego Pucharu Polski i Classic.

Sezon 2018 poświęciłem na dość znaczne modyfikacje mojego motocykla, dlatego o pomoc w tym zadaniu poprosiliśmy zaprzyjaźniony warsztat motocyklowy ze śląska Wojtala Garage. Przygotowania silnika trwały dość długo, co kosztowało cały nasz team ogromną ilość nerwów. II runda na torze w Poznaniu przysporzyła mi palpitacji serca. Cała historia zaczęła się już w piątek 13 lipca (przypadek? nie sądzę 😉 ) kiedy to miał dojechać na Tor Poznań mój motocykl gotowy do sobotniej walki. Ja na tor jak zwykle dotarłem ok godz. 21:30, rozstawiłem manatki i sącząc piwko z wyścigowymi kolegami czekałem na dostawę mojej włoskiej wojowniczki – Aprilii. Niepokój pojawił się ok godziny 23:00. Po kilku telefonach do mojego mechanika okazało się, że motocykl stoi jeszcze na hamowni na śląsku i jest strojony, więc dostawa będzie ok godziny 5:00 nad ranem. No pięknie pomyślałem, bo o godzinie 7:00 trzeba zarejestrować się w biurze zawodów i do godziny 8:00 wykonać odbiór techniczny motocykla, aby punktualnie o 8:00 wyjechać na… trening kwalifikacyjny! 😮 Tak tak, dzień wyścigowy w tym roku na Torze Poznań zaczynaliśmy od razu od kwalifikacji! Nie ma to jak wyjechać na wilgotny po nocy, zimny tor, bez rozgrzewki ze świadomością, że w 15 minut musisz cisnąć od samego wyjazdu z depo na maksa, aby zająć dobre miejsce startowe. Tu brawa dla organizatora, Automobilklubu Wielkopolskiego za dodatkową dawkę adrenaliny! Nie pozostało nam nic innego jak udać się do pobliskiego hotelu Orange, który jest najczęściej wybieraną opcją przez motocyklistów z Toru Poznań i wstać wcześnie rano, aby ogarnąć wszystkie sprawy.

W pierwszym dniu wyścigowym byłem na torze już od 5:30 rano wypatrując mojego motocykla. Przyznam, że jeszcze nigdy tak się nie stresowałem, a czas nie dłużył się tak okrutnie. Z minuty na minutę poziom stresu był coraz większy, ponieważ mojego motocykla nadal nie było w namiocie. Na zegarku wybiła wreszcie godzina 7:00 wiec pobiegłem zarejestrować się na zawody (biuro zawodów znajduje się na parterze wieży sędziowskiej przy wjeździe do depo i czynne jest dzień przed zawodami w godzinach 18:00 – 21:00 i w dniu zawodów od godziny 7:00 do końca zawodów), co jak zwykle przebiegło bardzo sprawnie. W tym miejscu polecam udać się na rejestrację i odbiór techniczny zawodnikom, którzy jako pierwsi wyjeżdżają na trening. Chodzi o to aby zawodnicy, którzy mają wyjazd np. o godzinie 10:00 nie blokowali tych, którzy wyjeżdżają o 8:00, choć ta uwaga będzie dotyczyć głównie treningów takich jak Speed Day czy CRMoto aniżeli zawodów, gdyż na zawodach temat jest już wszystkim znany. Na rejestrację i odbiór techniczny można także udać się dzień przed zawodami od godz. 18:00 do 21:00.
Wybiła 7:30 a mój motocykl nadal był gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie. Byłem już na skraju nerwicy i zrezygnowania. Gdy już zaczynałem godzić się z faktem niewystartowania do kwalifikacji i zmarnowania całego weekendu wyścigowego przyjechała dostawa z moim motocyklem. Mieliśmy 15 minut na skręcenie owiewek i odbiór techniczny motocykla! Ubabrany w smarach ubrałem rękawice i pojechałem do do komisji technicznej. Udało się! Na kwalifikacje wyjechałem o 8:02. Jadąc kwalifikacje na zimnych oponach musiałem postarać się o ich rozgrzanie, co nie było łatwe na wilgotnej po nocy nawierzchni. dodatkowo okazało się, że motocykl nie ma „góry”, ponieważ go zalewa. Finalnie zająłem zaszczytne, przedostatnie pole startowe.

Wyścig odbywał się już w sprzyjających temperaturowo warunkach. Zmiana dyszy głównej na mniejszą przyniosła jednak za mało korzyści i motocykl nadal dławił się na prostych. Wykorzystując jednak pech Adriana Soji, który zatarł silnik udało mi się zająć drugą pozycję w klasie 125 i siódme miejsce w klasie Stock Moto3. Nie byłem jednak zadowolony z tego występu i musieliśmy lepiej przygotować się na niedzielny wyścig. Wobec tego zmianie uległ filtr powietrza na stożkowy i dysza główna gaźnika na większą. Po tej modyfikacji udaliśmy się z Gosią na romantyczną, tajską kolację do Taj India na Malcie.

Wieczorem powrót do hotelu Orange w pobliżu Toru Poznań, aby znów o 8:00 rano być gotowym na warm-up. Tyle, co wyjechałem z depo, dojechałem do pierwszego lewego zakrętu i przy redukcji zablokowało mi tylne koło. Silnik uległ zatarciu i tym samym to był koniec mojego niedzielnego dnia wyścigowego z powodu braku części zamiennych. Byłem wściekły jak nigdy. Cały weekend, ba! Cały sezon przepadł, ponieważ nie zdobyłem kolejnych punktów do klasyfikacji generalnej. Ogromny żal i rozgoryczenie, aż chciało mi się płakać. Nie mogąc pogodzić się z takim stanem rzeczy wykorzystaliśmy ten dzień na pomoc w obsłudze startu zaprzyjaźnionych zawodników klasy Rookie 600 Marka Rusinka i Andrzeja Muszyńskiego.

11-12 sierpnia to data kolejnej wyścigowej bitwy o Poznań. Kolejna runda Wyścigowych Motocyklowych Mistrzostw Polski i Pucharu Polski to szansa na odrobienie punktu honoru w kwestii mechanicznej motocykla, bo na wynik w generalce nie miałem bowiem już co liczyć. Tym razem Wojtala Garage dostarczył motocykl na czas i przygotowany jak trzeba. Od samego ranka w sobotę pojechałem czas 2:08, co było bliskie mojemu best lap na motocyklu klasy 125 na Torze Poznań. Oczekiwałem jednak więcej, ponieważ takie czasy kręciłem na motocyklu seryjnym, a ten był po modyfikacjach. Musiałem jednak na nowo wyczuć sprzęt, dobrać przełożenie co zmieniło charakterystykę motocykla i zaburzyło takie elementy jak bieg, którym pokonywałem poszczególne zakręty, punkty referencyjne itd. Słowem, wszystko stanęło na głowie. Nie mniej jednak wyścig pojechałem dosyć dobrze, przejeżdżając linię mety na drugim miejscu. Sobotni wieczór był pod znakiem imprezy. Runda w Poznaniu była bowiem ostatnią krajową rundą wyścigów motocyklowych w których jechały wszystkie klasy. Mieliśmy zatem okazję do wspólnej zabawy w boksie nr 1 zorganizowanej miedzy innymi dzięki uprzejmości teamu LPR Poland. Pojechaliśmy zatem ponownie na obiad, tym razem do Why-Thai w centrum Poznania (zdecydowanie polecamy!).

Po powrocie do drugiego obok Toru Poznań hotelu Wzgórze Toskanii szybki prysznic i ponieważ mieliśmy jeszcze trochę czasu do imprezy, postanowiliśmy chwilę odpocząć. Jak to zazwyczaj bywa, zmęczona głowa przyłożona do poduszki odleciała w kilka chwil. Ocknęliśmy się dopiero po północy zgodnie przyznając, że impreza na torze była tłusta.

Widocznie tak miało być, ponieważ już w niedzielę o 8:10 miałem warm-up przed niedzielnym wyścigiem. Tego dnia już wszystko poszło jak trzeba. Wyścig także był udany wywalczając drugie miejsce w klasie 125 oraz siódme w Moto3 i po wielkiej walce z Marcinem Zaperty w klasie Stock Moto3 o siódme miejsce ogromnych emocji dostarczyło ostatnie okrążenie, na którym ścigałem Aleksandra Aleksandrova jadącego na motocyklu klasy Superstock 300. Po zaciętej walce wjechaliśmy na metę niemal jednocześnie, jednak ja byłem o długość koła za nim. Było mnóstwo emocji w tym wyścigu i to lubię! Czas jaki udało mi się wykręcić na przerobionej Aprilii to niskie 2:06 i wiem, że można jeszcze uciąć ok 3, może 4 sekundy. Niestety na prostych motocykl wykręcał juz 110% swoich możliwości więc na tym trzeba skupić dalsze prace rozwojowe tego silnika. Ma potencjał, ale za szybko osiąga swoje możliwości.

Pomimo faktu, że sezon w klasyfikacji generalnej miałem stracony, to obydwa weekendy zaliczam do cennych lekcji z których wyciągnęliśmy wnioski. Widać wyraźnie, że wyścigi nie są prostą materią i wiele czynników może zniweczyć nasze najlepsze plany. Wypada teraz solidnie przygotować się do kolejnego sezonu. Wydaje mi się jednak, że osoby zaangażowane w środowisko klasy Moto3 będą dążyć do zamknięcia klasy 125. Wszystko dlatego, że wciąż jest za mało chętnych do udziału w wyścigach tej klasy pod egidą Polskiego Związku Motorowego. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w prywatnych zawodach, które opiszę już niebawem.

Zatem do usłyszenia!

Hej!
Kamel.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *